W ostatnich latach coraz popularniejszy stał się pomysł „powrotu do natury” w żywieniu psów i kotów. Obok rosnącej oferty karm wysokiej jakości, z dodatkiem witamin i suplementów, a także tańszych, ale słabo kontrolowanych produktów, coraz więcej lekarzy weterynarii zachęca do dobrze zaplanowanej, domowej diety.
O tym, co stoi za tą tendencją i jak bezpiecznie przejść na naturalne żywienie, opowiada lekarka weterynarii Carolina Torrado, specjalistka od naturalnej diety dla psów i kotów.
Karma jak żywność ultraprzetworzona
Punkt wyjścia Torrado jest prosty: sucha karma dla psów i kotów jest odpowiednikiem żywności przetworzonej dla ludzi – w naturze nie występuje.
Podkreśla, że na rynku są bardzo dobre karmy i kolejne, coraz lepsze, wchodzą do sprzedaży. Problem nie sprowadza się więc do prostego „karma: tak czy nie”, ale do tego, jaki to rodzaj karmy, jaka jest jakość białka i jaki ma to długofalowy wpływ na organizm zwierzęcia.
Klucz tkwi w białku
Specjalistka zwraca uwagę na surowiec, zwłaszcza w przypadku karm „podejrzanie” tanich. Analiza laboratoryjna może wykazać, że produkt spełnia normę białka, ale to białko może być praktycznie w ogóle niewchłanialne przez organizm zwierzęcia.
W skrajnych przypadkach w karmach niskiej jakości pojawiają się odpady poubojowe, jak zmielone pióra czy inne resztki. Na opakowaniu może widnieć napis „kurczak”, ale nie musi to oznaczać użycia mięsa w sensie odżywczym.
Jeśli białko jest słabej jakości, zwierzę „je coś, co wygląda na pełnowartościowe”, ale w rzeczywistości nie dostaje tego, czego najbardziej potrzebuje. Psy i koty wymagają diety bardzo bogatej w białko – ono jest im niezbędne do życia.
Torrado zaznacza, że istnieją karmy lepsze, z lepszym białkiem, dodatkami i przemyślanymi recepturami, ale wciąż pozostają one żywnością ultraprzetworzoną. Zwraca też uwagę na kwestię wilgotności pożywienia, kluczową dla psów i kotów.
Nawet najlepsza sucha karma ma tę wadę, że trafia do organizmu „sucha”. Żołądek musi ją nawodnić i przetworzyć, by powstała masa pokarmowa, co oznacza dodatkową pracę dla układu pokarmowego. Zdaniem Torrado, z czasem mniejsza podaż wody z pokarmem i większy wysiłek trawienny mogą odbić się na pracy nerek i wątroby.
Zalety naturalnej, gotowanej diety
Przy diecie naturalnej – gotowanej, nie surowej – zwierzę otrzymuje pokarm z wodą. Spełnia on częściowo funkcję nawodnienia podczas przechodzenia przez przewód pokarmowy, jednocześnie dostarczając składników odżywczych. Niewchłonięta reszta jest minimalna.
Po przejściu na naturalne żywienie często widać mniejszą objętość kału, a czasem także niższe spożycie wody z miski.
Naturalne jedzenie to nie „resztki z obiadu”
Weterynarka wyraźnie rozróżnia dwie rzeczy: czym innym jest ugotowanie psu czy kotu kurczaka z warzywami, a czym innym podanie resztek z obiadu.
Gotowanie specjalnie dla zwierzęcia to jedno, a dzielenie się tym, co zostało z gulaszu czy smażonej kolacji – to zupełnie co innego. W domowych resztkach są zwykle przyprawy, tłuszcz ze smażenia i często warzywa, których zwierzęta nie powinny jeść, jak cebula.
Torrado przytacza przykłady osób, które z dobrą intencją przechodziły na „naturalne karmienie” i podawały psu np. polentę z marchewką. To w praktyce niemal sam węglowodan. Podobnie w przypadku miski pełnej ryżu z niewielką ilością kurczaka czy mielonego mięsa – dominujący jest ryż, a białka jest za mało. Taka dieta jest niezbilansowana.
Praktyczne zalecenia i czego unikać
Podstawowe zasady, które podaje Torrado, można streścić następująco:
- Jedzenie powinno być gotowane, nie surowe i nie smażone.
- Najlepszą obróbką jest gotowanie w wodzie; ewentualnie grillowanie/pieczenie na patelni bez tłuszczu, choć to zmniejsza wilgotność mięsa.
- Lepiej unikać mielonego mięsa kupowanego jako „gotowa mielonka” ze względu na kontrolę jakości – lepiej kupić kawałek mięsa (wołowina, drób, wieprzowina) i zmielić go samodzielnie.
- Konsystencja potrawy może być dopasowana do preferencji zwierzęcia: jedne wolą kawałki, inne – masę o konsystencji pasztetu (często dotyczy to kotów).
- Proporcje w misce powinny być takie, by dominowało białko zwierzęce; ryż może się pojawić, ale nie jest konieczny.
Dwa „techniczne” punkty: wapń i wątroba
Torrado zwraca uwagę na dwa delikatne kwestie, które wymagają kontroli weterynarza:
Po pierwsze, wapń. Samo mięso nie pokrywa w pełni zapotrzebowania na ten pierwiastek. Można włączyć do diety dobrze ugotowane jajko lub nawet drobno zmieloną skorupkę jajka. Ilość suplementu powinna jednak ustalić osoba prowadząca zwierzę, w oparciu o jego masę ciała i stan zdrowia.
Po drugie, wątroba. Jest ważnym elementem diety psa i kota, ale jej nadmiar też jest szkodliwy. Dawki i częstotliwość podawania powinien określić lekarz weterynarii.
Ogólne wytyczne dla psów i kotów istnieją i można mówić o „ogólnej diecie naturalnej”, ale najlepiej, by plan żywienia ustalał lekarz prowadzący, znający kontekst życia zwierzęcia, jego kondycję i rutynę.
Co, jeśli opiekun pracuje cały dzień?
Częste pytanie w gabinetach dotyczy osób, które są poza domem wiele godzin i nie mogą karmić zwierzęcia kilka razy dziennie.
U kotów, szczególnie wrażliwych na dłuższe przerwy w jedzeniu, problem jest wyraźny. Przy suchej karmie wiele kotów samo reguluje sobie ilość jedzenia w ciągu dnia, ale przy naturalnym pokarmie to już nie działa tak samo.
Dla takich domów Torrado proponuje model mieszany: rano śniadanie w formie naturalnej, potem opiekun wychodzi do pracy i zostawia kotu (lub psu) porcję karmy suchej na dzień. Po powrocie miska z suchą karmą jest zabierana, a zwierzę dostaje kolację w formie naturalnej.
Jak długo powinna trwać zmiana diety?
W przybliżeniu Torrado zaleca, by na przejście z karmy na naturalne żywienie przeznaczyć około miesiąca, szczególnie w przypadku kotów. Psy zazwyczaj adaptują się łatwiej, więc u nich proces może być krótszy, ale ogólna zasada pozostaje: nie przyspieszać na siłę.
Nagła zmiana może skończyć się biegunką lub złym samopoczuciem, bo flora jelitowa nie jest jeszcze przystosowana do nowego pokarmu. Jeśli pojawi się taka reakcja, należy się cofnąć o krok i kontynuować przejście wolniej, najlepiej pod kontrolą weterynarza.
U kotów pojawia się jeszcze jeden szczególny problem: jeśli całe życie jadły karmę, a nagle dostają naturalne jedzenie i go nie akceptują, nie wolno zostawić ich bez alternatywy. Nie sprawdza się tu zasada „zje, jak zgłodnieje”. U kotów przedłużający się post może być bardzo groźny.
Jakie korzyści daje zmiana na naturalne jedzenie?
Torrado podkreśla, że nie należy oczekiwać cudów w tydzień, jeśli zwierzę przez lata jadło wyłącznie karmę. Zmiany będą następować stopniowo, ale zwykle są wyraźnie widoczne:
- sierść często poprawia się jako pierwsza – mniej wypada i wygląda zdrowiej
- zwierzę jest bardziej zaangażowane w jedzenie, a jednocześnie mniej spięte „godzinami karmienia”
- kału jest zazwyczaj mniej
- w badaniach kontrolnych i analizach krwi często widać poprawę ogólnego stanu zdrowia
Produkty zakazane lub bardzo ryzykowne dla psów i kotów
Zarówno u psów, jak i u kotów trzeba szczególnie uważać, by nie jadły ani nie piły:
- cebuli i czosnku
- winogron i rodzynek
- czekolady
- kości (gotowanych i surowych) – ze względu na ryzyko odłamywania się ostrych fragmentów i groźnych wypadków; wyjątkiem może być duża rzepka, którą zwierzę tylko obgryza, nie krusząc jej na ostre kawałki
- kawy i herbaty
- napojów alkoholowych
- produktów zawierających marihuanę lub jej resztki
Jednym z produktów, który nie jest formalnie zakazany, ale lepiej go unikać, jest awokado – ze względu na bardzo wysoką zawartość tłuszczu.
Torrado zwraca też uwagę na popularne „białe kostki do gryzienia”, sprzedawane w wielu sklepach. Jej zdaniem nie są one godne polecenia: by uzyskać ich kolor i trwałość, konieczne są konserwanty i barwniki, które najpewniej nie są dobrze trawione przez organizm zwierzęcia.
Kiedy pilnie do weterynarza?
W przypadku wymiotów, silnej biegunki, drżenia, osowiałości albo gdy zwierzę zjadło większą ilość któregoś z wymienionych niebezpiecznych produktów, konieczna jest pilna konsultacja weterynaryjna.
U kotów szczególnie alarmująca jest sytuacja, gdy konsekwentnie odmawiają jedzenia i post się przedłuża – tu również nie należy zwlekać z wizytą u lekarza.


