Kolejka wije się wokół bloku w Pekinie, Londynie i Nowym Jorku, a powodem jest mały, „brzydki” stworek z ostrymi zębami i spiczastymi uszami. To nie jest zwykłe kolekcjonerskie szaleństwo, to potężny biznes Pop Mart, który w 2025 roku zdetronizował gigantów takich jak Mattel czy Hasbro, osiągając wartość rynkową rzędu 46 miliardów dolarów.
Bądźmy brutalnie szczerymi: mało kto spodziewał się, że chińska marka zdominuję zachodnie rynki w takim tempie. Firma notowana na giełdzie w Hongkongu odnotowała wzrost akcji o ponad 400% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Dziś wartość rynkowa Pop Mart jest większa niż połączone siły Bandai Namco, Hasbro i Mattel.
Dlaczego świat oszalał na punkcie Labubu?
To nie był przypadek, lecz perfekcyjnie zaplanowana strategia Art Toy. Sukces Pop Mart opiera się na kilku filarach, które zmieniły zasady gry w branży zabawek:
- Własna własność intelektualna (IP): Aż 99% sprzedaży generują postacie stworzone lub licencjonowane bezpośrednio przez firmę, a nie zewnętrzne marki.
- Kultura „Blind Box”: Kupujesz pudełko-niespodziankę za około 7-10 euro, nie wiedząc, co jest w środku. To dreszczyk emocji, który uzależnia miliony kolekcjonerów.
- Efekt Lisy z Blackpink: Prawdziwy boom nastąpił, gdy gwiazda k-popu, Lisa, pokazała swojego Labubu na Instagramie. W ślad za nią poszły takie ikony jak Rihanna, Dua Lipa czy David Beckham.
Od skromnego sklepu do giełdowego giganta
Założyciel firmy, Wang Ning, zaczął skromnie w 2010 roku w pekińskiej dzielnicy technologicznej Zhongguancun. Miał wtedy zaledwie 23 lata. Dziś, w wieku 38 lat, z majątkiem wycenianym na blisko 21 miliardów euro, jest dziesiątym najbogatszym człowiekiem w Chinach według Forbesa.
Krótko mówiąc, Wang Ning zrozumiał, że ludzie nie chcą tylko przedmiotów – chcą emocji i ekskluzywności. Jego firma przekształciła niszowe figurki autorstwa takich artystów jak Kenny Wong (twórca Molly) czy Kasing Lung (twórca Labubu) w produkt masowy, który bije rekordy sprzedaży.
Globalna ekspansja i „miękka siła” Chin
Pop Mart to już nie tylko Chiny. Firma posiada ponad 570 sklepów fizycznych w 18 krajach i tysiące automatów typu „roboshop”. Szczególnie dynamicznie rośnie rynek amerykański, gdzie sprzedaż w pierwszej połowie 2025 roku wzrosła aż 11-krotnie w porównaniu do roku ubiegłego, mimo wysokich ceł.
Eksperci widzą w tym coś więcej niż tylko handel. To element chińskiej „soft power”. Pekin chce przestać być kojarzony jedynie z tanią produkcją i aspirować do roli kulturowego lidera, jakim dla świata jest Japonia czy Korea Południowa. Labubu jest idealnym ambasadorem tej nowej strategii.
Czy ten trend przetrwa?
Mimo spektakularnych sukcesów, nad imperium Pop Mart pojawiają się chmury. Firma musi mierzyć się z:
1. Plagą podróbek, które zalewają portale aukcyjne.
2. Kapryśnością trendów – to, co dziś jest „hot”, jutro może być zapomniane.
3. Presją polityczną i celną na rynkach zachodnich.
Aby nie stać się chwilową modą, firma inwestuje w park tematyczny Pop Land w Pekinie, własną grę mobilną Dream Home oraz seriale animowane. To jasny sygnał: Labubu i przyjaciele mają zostać z nami na dłużej.


