Diamenty nie są już jedynymi królami luksusowych tarcz, ustępując miejsca głębi naturalnych minerałów i rygorystycznej etyce produkcji. W nowej kampanii z Bellą Hadid, marka Chopard udowadnia, że prawdziwa wartość zegarka leży w idealnej harmonii między rzemiosłem a nowoczesną odpowiedzialnością za planetę.
Tradycja wykuta w złocie i platynie
Historia domu Chopard to opowieść o wizji, która wyprzedzała swoje czasy. Wszystko zaczęło się w 1904 roku, gdy Karl Scheufele założył w Pforzheim manufakturę specjalizującą się w wyrobach ze złota.
Mówiąc bez ogródek, droga do dzisiejszego sukcesu była pełna strategicznych przełomów:
- W 1912 roku wprowadzono innowacyjny klips, który pozwalał nosić zegarek kieszonkowy na nadgarstku.
- Lata 20. XX wieku przyniosły dominację stylu art déco z geometrycznymi kopertami z platyny.
- Przełom nastąpił w 1963 roku, gdy rodzina Scheufele przejęła szwajcarską manufakturę Chopard, łącząc niemiecką precyzję z alpejskim kunsztem.
- W 1997 roku światło dzienne ujrzał Chopardissimo – ikona z 874 diamentami, której stworzenie zajęło 2000 godzin.
Magia minerałów: Malachit, oko tygrysa i etyka
Najnowsza odsłona L’Heure du Diamant to nie tylko biżuteria, to rozmowa z gwiazdami. Po raz pierwszy w tej kolekcji pojawia się komplikacja fazy księżyca, która dodaje zegarkom poetyckiego charakteru.
To, co jednak najbardziej przyciąga wzrok, to tekstury tarcz. Bądźmy ze sobą szczerymi, wyglądają one obłędnie dzięki zastosowaniu rzadkich kamieni:
- Oko tygrysa o głębokim, brązowym połysku.
- Intensywnie zielony malachit z naturalnym prążkowaniem.
- Świetlisty opal oraz soczysty karneol.
- Masa perłowa i klasyczne giloszowanie srebra.
Dlaczego „etyczne złoto” zmienia zasady gry?
Chopard jako pierwsza wielka manufaktura zobowiązała się do używania w 100% etycznego złota. Prosta sprawa: luksus bez czystego sumienia w dzisiejszych czasach po prostu nie przejdzie. Marka przestrzega rygorystycznych norm Procesu Kimberley, co gwarantuje, że kruszce i kamienie nie pochodzą z obszarów objętych konfliktami.
Wizualnie zachwycają również bransolety typu „bark” (kora). Są one ręcznie grawerowane, co nadaje złotu niemal organiczną, drzewną strukturę. To hołd dla rzemiosła z Pforzheim, który czuć pod palcami przy każdym dotyku.
Techniczna perfekcja ukryta wewnątrz
Pod olśniewającą fasadą kryje się czysta mechanika. W sercu tych filigranowych dzieł sztuki bije kaliber 10.01-C. To jeden z najmniejszych mechanizmów z naciągiem manualnym na rynku – ma zaledwie 15,7 mm średnicy i 2,9 mm grubości.
Mimo niewielkich rozmiarów, oferuje on:
1. Niespotykaną precyzję chodu.
2. Wykończenie godne najwyższych standardów Haute Horlogerie.
3. Warianty z naciągiem automatycznym (kaliber 09.01-C) dla ceniących wygodę.
Bum. Tak właśnie wygląda połączenie wysokiego jubilerstwa z inżynierią, która nie uznaje kompromisów.


