Rodzinna lojalność prysła w momencie, gdy z domu w Alicante zniknęły diamenty i perły warte 7 tysięcy euro. Złodziej nie szukał pasera na czarnym rynku – z łupem w plecaku pędził prosto na lotnisko, planując szybką ucieczkę do Wielkiej Brytanii.
To miała być zbrodnia doskonała, oparta na bliskiej relacji i znajomości zwyczajów domowników. Funkcjonariusze z Policía Nacional udowodnili jednak, że pośpiech jest najgorszym doradcą przestępcy. Mężczyzna został zatrzymany na lotnisku Alicante-Elche Miguel Hernández, tuż przed wejściem na pokład samolotu.
Zuchwała kradzież w San Juan Playa
Wszystko zaczęło się od rutynowego sprawdzenia kasetki z biżuterią. Ofiara, mieszkanka luksusowej dzielnicy San Juan Playa, doznała szoku, gdy odkryła, że jej najcenniejsze precjoza wyparowały. Podejrzenie natychmiast padło na siostrzeńca, który jako jedyny miał dostęp do mieszkania i nagle przestał odbierać telefon.
Mówiąc wprost, sprawca liczył na to, że zanim ktokolwiek zauważy brak kosztowności, on będzie już po drugiej stronie kanału La Manche. Z domu zniknęły konkretne przedmioty:
- Naszyjnik z pereł z unikalnym diamentowym zapięciem.
- Pierścionek z dużym diamentem, przekazywany w rodzinie.
- Łączna wartość strat oszacowana na 7 000 euro.
Obława w strefie gastronomicznej
Sytuacja była napięta, bo rodzina nie znała dokładnej godziny lotu. Policjanci z komisariatu lotniskowego musieli działać błyskawicznie. Przeszukali terminal i sprawdzili listy pasażerów zmierzających do Wielkiej Brytanii.
To był strzał w dziesiątkę. Mundurowi namierzyli mężczyznę, gdy ten w spokoju konsumował posiłek w jednej z restauracji na terenie portu lotniczego. Podczas przeszukania plecaka odkryto skradziony skarb. Biżuteria była zawinięta w przypadkowe szmaty, co tylko potwierdziło desperację uciekiniera.
1. Funkcjonariusze zabezpieczyli skradzione mienie w całości.
2. Podejrzany został aresztowany pod zarzutem kradzieży (hurto).
3. Biżuteria wróciła do prawowitej właścicielki jeszcze tego samego dnia.
4. Sprawca trafił przed oblicze sądu w Elche.
Po prostu nie da się ukryć, że chciwość wygrała z instynktem samozachowawczym. Cały plan legł w gruzach w momencie, gdy na nadgarstkach 20-latka zatrzasnęły się kajdanki. Boom. Rodzinne spotkania przy świątecznym stole raczej nie będą już wyglądać tak samo.


